Strona główna » Rogaliki doskonałe – miękkie i wyborne! Najprostszy przepis ever!

Rogaliki doskonałe – miękkie i wyborne! Najprostszy przepis ever!

 

Rogaliki pasują do wielu okazji. Najlepsze są świeże, ale te „wczorajsze” też są wyborne. W połączeniu z kawą czy mlekiem będą się idealnie komponować. Są deserem kreatywnym, bo do środka można wrzucić marmoladę, kawałki czekolady, czy nawet świeże owoce. Posypane cukrem pudrem wyglądają na tyle zachęcająco, że rzadko mają szansę doczekać do tej kawy następnego dnia. Muszę się jednak przyznać, że zarówno te zjedzone ekspresowo, jak i te pozostawione na dzień następny cieszą ogromnie.

 

Co potrzeba do przyrządzenia?

 

– mąka pszenna 1 kg [całej nie wykorzystasz, ale lepiej mieć cały kilogram, tak na wszelki],

– drożdże [cała paczka],

– łyżka miękkiego masła,

– szklanka krowiego mleka,

– 6 łyżek cukru,

– marmolada [lub cokolwiek innego, co będzie rogalikowym nadzieniem].

 

Działamy!

 

Rozkruszone i zasypane cukrem drożdże zalewam ciepłym [NIGDY nie gorącym!] mlekiem. Zalewam i przykrywam miskę ściereczką. Nie mieszam, nie gmeram. Zostawiam na czas, który mam. Dziś wystarczyło przebiec dyszkę, wziąć prysznic i ogarnąć chałupę, czyli jakieś 2 godziny. Zazwyczaj mam mniej czasu. Myślę, że pół godziny to minimalny czas, by się zadziało. Powinno się zapienić. Wtedy dosypuję mąki, jakieś 0,6 kg, ale nie dam sobie głowy uciąć. Mogę się mylić. Rzadko pracuję w kuchni z wagą. Załóżmy, że jest 0,6 kg. Dosypuję mąki, wrzucam masło i mieszam ręką. Ciasto powinno odejść od brzegów miski. Jeśli się nadal klei, dosypuję mąkę. Jeśli jest zbyt suche dolewam letniego mleka, lub wody. Obie opcje dozwolone, rogaliki wyjdą, zapewniam.

 

Wrzucam ciasto na stolnicę [ha! na wsi mam miejsce na stolnicę i korzystam ;)] i wyrabiam. Nie ukrywam, jeszcze niedawno, to była ta część, której szczerze nie znosiłam. Widziałam swoją niemoc i zniechęcenie. Aktualnie to okazja do wymiętoszenia tego ciasta, by było idealne. I po kilku chwilach przyjemności dokładnie takie jest.

 

Odrywam część (zazwyczaj dzieli tak, że jest tych części 5) i tę część wałkuję podsypując mąką, żeby się nie kleiło. Rozwałkowuję dosyć cienko i nożem do pizzy (praktycznym trzeba być] rozcinam je na części.

 

 

Dalej na każdym kawałku [Leo zawsze się śmieje, że to pizza będzie] umieszczam odrobinę [przeważnie za dużo] marmolady. Nadzienie różane pasuje mi do rogalików najbardziej. Moje dzieci lubią je z czekoladą. I zwijam. Przed wrzuceniem rogalików do pieca można je ułożyć na desce do wyrośnięcia. Mnie udaje się to pod jednym warunkiem, kiedy piec nie jest rozgrzany. Kiedy już jest ciepły, wrzucam rogaliki i w czasie, kiedy się pięknie podrumienią, produkuję następne. Rogaliki, oczywiście!

 

 

Te jeszcze gorące, świeżo wyjęte obsypuję cukrem pudrem. Albo moja Cudowna Pomoc to robi 🙂

 

 

 

I już, voila!

 

Gotowe!

 

I pyszne. Z tych dzisiejszych nie zostało nic. Serio, nic a nic. To dobra reklama. Najlepsza wręcz. Zatem zachęcam i polecam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *