Strona główna » List do J.

List do J.

 

W Święta dzieje się magia. To bez znaczenia, czy leje, czy siąpi. Nieważne, czy się chwilę wcześniej pokłócimy, czy za sobą mniej lub bardziej tęsknimy. To jest magia chwili. Pochłaniamy wtedy tryliardy posiłków, bo wszystko jest epicko dobre, bo wchodzi bardziej, bo w tym towarzystwie i z etykietą „święta” smakuje po prostu lepiej. Jesteśmy razem i tylko to się liczy. I mimo, że z przyjemnością oglądam zdjęcia tych, co świętują w kurortach, na wywczasach, z drinkiem nad basenem czy pałaszując obiad w pięknej restauracji,  to wiem, że to nie dla mnie. Nie umiałabym. Bo Święta to nasze wszystko. Nasze centrum miłości. Nasze – być razem. Tu czas się cofa. Jest dobrze, bo u Mamy. I nie udałoby się ich przenieść nigdzie i za żadne pieniądze. I nikt z nas nawet o tym nie pomyśli. Naprawdę, magia.

 

Te Święta będą zupełnie inne. Inne od tych, które były w grudniu, i od tych z zeszłego roku. Mimo tego, że ostatnio nasze rodzinne grono powiększyło się znacznie, to teraz jest ta ziejąca pustka. Pustka, której długo niczym i nikim nie zastąpimy, nie wypełnimy.

 

Ponoć czas leczy rany. Na razie ciężko mi w to uwierzyć, choć w ferworze codzienności gubię to, że tak bardzo tęsknię. Ale kiedy przyjeżdżam tu, gdzie się wychowałam, gdzie spędziłam szczęśliwe dzieciństwo łzy cisną się do oczu nieproszone. Nie ma Cię tu, a przecież zawsze byłaś.

 

I nieraz złościłam się, że zabierasz zdanie nieproszona, że nie jest po mojemu, że wytykasz mi błędy. Wściekało mnie, że nakładasz górowate talerze zupy, która choć pyszna, to jednak nie do przezjedzenia. Że komentujesz moje fryzury, sukienki, przyjaźnie, miłości. Denerwowało mnie, jak mocno i dobitnie zaznaczałaś swoje zdanie, tak różne od mojego. I wtedy wydawało mi się to takie przestarzałe. Takie nie na czasie. I nie na miejscu.

 

Dziś tak dużo się zmieniło.

 

Byłaś mi jak druga Mama. Zawsze blisko. Na wyciągnięcie ręki. Na dźwięk dzwonka w telefonie, którego już pod koniec nie słyszałaś. Cieszyłaś się z naszych małych i większych sukcesów. Tak mocno kibicowałaś we wszystkim, co miało dla nas jakąkolwiek wagę. To się czuło.

Kiedy rodziły się nasze dzieci…To niesamowite, ja czułam godziny modlitw, w których wypraszałaś nam łaskę Pana. Nigdy nie będę wątpić, że miałaś w tym swój udział. Tak bardzo się cieszę, że dożyłaś do czasów, kiedy pojawiły się nasze dzieci. Te, które jeszcze przyjdą będą Cię znały z opowieści, zdjęć i filmów. Dokładnie tych samych filmów, których nie dałaś sobie nagrywać. Mówiłaś wtedy „starych ludzi się nie kameruje”, i kręciłaś uparcie głową na nasze „przecież to znakomita pamiątka”. One teraz będą nam przypominały o Tobie. Będziemy do nich wracać, by odświeżyć dzieciom i sobie pamięć. Teraz jeszcze nie umiem do nich wrócić. Jeszcze nie teraz.

 

Byłaś najlepszą sąsiadką, jaką można było sobie wymarzyć. Zawsze w domu, zawsze chętna pomocy, zawsze z garem zupy. Nie umieliśmy przyjechać wieczorem i nie zajrzeć do Ciebie. Wiedzieliśmy, że poza uśmiechem, którym nas przywitasz, powiesz jeszcze „wiedziałam, że będziecie głodni” i postawisz przed nami miskę pierogów.

 

Jak bardzo ciężko było przy Tobie na diecie. O niebiosa! Teksty „dobrze wyglądasz” już zawsze będą sugerowały, że jest o minimum 5 kilo za dużo. „Bo kobieta powinna wyglądać zdrowo, tak, że rodzinę wykarmi i do pracy się nada”. Chudzielce przy Twojej węglowodanowej kuchni nie miały szans. Smak był boski, ale czasem i zapachem można się było najeść. I te kluski ze słoniną z metalowej miseczki, bliny czy żurek z ziemniakami. To jest smak lata, wsi i na zawsze będę kojarzyła z Tobą. Czuję, że dzieci przez najbliższe dziesięciolecia będą prosiły o „borowikową Babci”.

 

Byłaś zawsze taka twarda. Imponowało mi to, ale za późno Ci o tym powiedziałam. Kiedy było mi źle, myślałam o Tobie. Ganiłam się wtedy w myślach, że się nad sobą użalam. Nigdy nie miałaś łatwo, ciągle pod górę i wiatr w oczy. To niewiarygodne, że przy ciężarze doświadczeń, jaki przez lata niosłaś na swych plecach miałaś taką wrażliwość.

 

Od Ciebie z powodzeniem można się było uczyć gospodarności. Nie znam drugiej osoby na tej ziemi, która tak dobrze zarządzała budżetem. I kiedy niezręcznie mi było otrzymywać kopertowe prezenty mawiałaś z naciskiem „jak dają to bierz, jak biją to uciekaj”.

 

Uwielbiałam te nasze letnie posiadówy na huśtawce. Jeszcze wtedy, kiedy rosła we mnie Hania i w następnym roku, kiedy była już nas niezła gromada. To był nasz ostatni wspólny rok, nasz dobry czas. Opowiadałaś o swojej młodości, o wojnie, o życiu. Tak żywo, tak barwnie, jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. I ten Twój głos. I pamięć. Pamiętałaś więcej piosenek, niż moje dzieci i ja razem wzięci. Miałam je spisać, nagrać.. Niepotrzebnie to wciąż odkładałam na później.

 

Staram się odtworzyć te smaki i zapachy, które nas witały za czasów szkolnych i teraz, kiedy zjeżdżaliśmy na weekend. Chyba nigdy nie dogonię ideału. Być może wkładam w to za mało serca. Nie zdążyłyśmy razem upiec jagodzianek! W lipcu prawie nie było w lesie jagód. W tym roku zrobię, choćby z mrożonych, obiecuję.

 

To są pierwsze święta bez Ciebie Babciu. Wiem, że mocno byś się złościła na mnie widząc jak wiele łez wylałam pisząc ten tekst. I w każdej jednej chwili, w której myślałam o Tobie. Może swoje trzeba wypłakać. Nie wiem. Nie byłabyś szczęśliwa widząc nasz żal i smutek, tego jestem pewna. Nie chciałaś, abyśmy nosiły po Tobie żałobę. Bo każdy kiedyś umiera, a jednocześnie życie innych toczy się dalej. I o to trzeba dbać, tym się cieszyć.

 

Pewna jestem tego, że bardzo nam wszystkim Ciebie brakuje. Tak mocno za Tobą tęsknię. Wiem, że nie tylko ja. Nie przypuszczałam, że pustka po Tobie będzie tak potężna. Że to będzie tak namacalny ból, coś jakby przeciąg w sercu.

 

Bądź szczęśliwa tam, gdzie Jesteś. Zdrowa i uśmiechnięta. Obdarzaj wszystkich tym uśmiechem, który mi ofiarowałaś w wigilię, kiedy z radiową Adelle śpiewałam „Hello”. Do końca świata go zapamiętam. Pobiegłam wtedy do Mamy mówiąc, że nie chcę abyś odeszła. Nigdy. I to była prawda. Nikt nie chciał. Nikt się na to nie godził. I nikt się tego nie spodziewał. A za miesiąc i kilka dni przyszło nam Ciebie żegnać.

 

Dziękuję Ci za wszystko. Za te chwile, kiedy się mną opiekowałaś. Kiedy wysłuchiwałaś moich opowieści. Kiedy się ze mną spierałaś. Za każdy obiad, kanapkę, podaną herbatę. Za każdy uśmiech, za wszystkie uwagi. Przede wszystkim chciałabym Ci Babciu podziękować za Mamę <3 Chcę, żebyś wiedziała, że być Twoją wnuczką to był prawdziwy zaszczyt. Doceniam wszystko, co dla nas robiłaś.

Miej na nas oko i myśl o nas ciepło.

 

 

Do zobaczenia po drugie stronie Babciu Jadziu. <3

 

Na Zawsze Twoja M.

 

 

 

 

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *