Strona główna » Zdrowe chipsy? Tak, to jest możliwe. I w dodatku pyszne.

Zdrowe chipsy? Tak, to jest możliwe. I w dodatku pyszne.

Przegryzanie to nasza rodzinna specjalność. Lubimy chrupać. Wiadomo, najlepiej smakują potrawy zakazane, czyli te, które raczej rzadko pojawiają się na naszym stole (mocno się staramy, aby tak było). Do sobotniej posiadówy przez telewizorem idealnie pasują chipsy z szeleszczącej torebuni. Się wie! Pasują, smakują i sprawiają, że jest obłędnie (słowa Poli).

Na szczęście moja Mama (najlepsza gospodyni ever!) mając nadmiar jabłek przygotowała kiedyś chipsy jabłkowe. Na szczęcie dla mnie. I dla naszych żołądków. Podeszłam do nich z rezerwą. Bo ile przez wiele lat człowiek słowo „chips” kojarzy ze słoną lub paprykową chrupencją i trylionem kalorii, o tyle czipsy z owoców mogą zwyczajnie nie podejść. Bo tak. Ale przełamaliśmy się i przygotowujemy je systematycznie. Więcej, my je kochamy. Czemu? Młode, nieskalane niczym kubki smakowe nie mogą się mylić. Nasze uwielbiające jabłuszka dziecię ukryło się w rogu pokoju wtryniając całą babciną michę. Bo czips ma przede wszystkim chrupać. Niekoniecznie ma się po nim odbijać całą tablicą Mendelejewa. I smakuje. Smakuje fantastycznie. Sadem, słońcem i naszą ukochaną wsią.

 

Składniki:

  • Jabłka
  • Cynamon (może być, nie musi)
  • Piekarnik lub bardzo ciepły kaloryfer

 

Dla lubiących jabłka z cynamonem polecam go gorąco. To jest w końcu smak jesieni. Bezapelacyjnie. U nas w domu przygotowujemy ten rarytas na dwa sposoby. Pola lubi z cynamonem, Leo dopiero się do niego przekonuje. Hania w zależności od dnia i umordowania swędzącymi dziąsłami aprobuje obie wersje, lub żadnej. Taki los.

 

Przygotowanie:

Jabłka myję i obieram ze skórki. Ostatnio pokusiłam się o pozostawienie skórki, bo w końcu zdrowiej. Wszyscy wiedzą, że wszystkie dobra świata kryją się tuż pod skórką. Jednak ta wersja nie zdobyła naszych serc. Może z czasem to się zmieni. Zobaczymy.

 

Dzielę jabłko na pół i wykrawam środek z pestkami. Dalej kroję połówkę jabłka na plasterki półcentymetrowe. Układam je obok siebie na wyścielonej papierem blaszce i wsuwam do piekarnika. Czasu pieczenia nie sposób podać jednoznacznie, jest to mocno zależne od samego piekarnika. W przypadku mojego ustawiłam na 50 stopni Celsjusza z termoobiegiem. Między  drzwiczki włożyłam ściereczkę, aby obieg powietrza nie był całkowicie zamknięty (aby wilgoć mogła ucieć poza).

 

Piekarnik chodził 4 godziny i to jest chyba najsłabsza część całej operacji pt. Zdrowe chipsy. To jest jednak długo. Kiedy jesteśmy na wsi, robią się same. Rozkładamy na kaloryferach papier do pieczenia i ułożone owoce. Po chłodniejszym dniu, kiedy częściej dokładamy do paleniska, przekąska jest gotowa w okamgnieniu.

 

Warto co jakiś czas odwrócić jabłkowe plastry.

 

Uwielbiam je chrupiące, choć lekko gumowe też smakują fantastycznie. Teraz, kiedy sezon jabłkowy w pełni, nie wyobrażam sobie bez nich jesieni.

 

 

Tym razem w formie chipsów na ruszt wpadły też ulubione Monżowe buraki. Te działkowe, własnoręcznie siane wiosną smakują najlepiej. O ile uwielbiam je podsmażone na patelni z masełkiem, o tyle do tej przekąski muszę się jeszcze przekonać. Jest niezła, ale jak dla mnie za bardzo czuć buraka. Nie próbowałam jeszcze upiec wrzucając je uprzednio do paciajki z oliwy, czosnku i ziół. Na pewno dam im jeszcze szansę.

 

 

 

Jakie owoce i warzywa polecasz w formie chipsów? Podziel się tym ze mną. Zrobię z przyjemnością.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *