Strona główna » Zaplanowałam przyszłość moim dzieciom.

Zaplanowałam przyszłość moim dzieciom.

 

Zrobiłam to, i wiem, że Ty pewnie też. Od początku, każdy etap, powoli i rozważnie. Nie chciałam pominąć żadnego szczegółu. Nieuwaga, roztargnienie, brak planu – to może nas dużo kosztować.

 

Zaplanowałam, sobie, że…

 

Pola będzie geodetką. Po liceum pójdzie na studia wyższe, koniecznie na uczelnię techniczną. Musi być dobra z matematyki, więc będziemy nad tą matmą siedzieć często. Z pewnością skorzystamy z korepetycji. Wiedzę trzeba pogłębiać. Doskonale opanowany materiał z matematyki to absolutna podstawa. Zadania z gwiazdką będzie rozwiązywała w okamgnieniu. Polubi to, na pewno.

Jako geodetka, będzie miała asystenta. Będzie nosił niwelatory, klizymetry czy inne dalmierze. Kompletnie się na tym nie znam. Mapkę zrobi, a moja pierworodna tylko zostawi podpis, pieczątkę. Nie narobi się, a pieniążki wpłyną na konto. To jest życie!

 

Leo będzie ortodontą. Już teraz kładziemy ogromny nacisk na prawidłowe nawyki dotyczące higieny jamy ustnej. Piszą, że do 7-ego roku życia należy dzieciom myć zęby. Pójdziemy dalej, przeciągniemy te toaletowe rytuały o kolejnych kilka lat. Przecież nie musi się chwalić w szkole, czy na zajęciach dodatkowych, że mama myje mu zęby.

Będzie chyba pierwszym lekarzem w rodzinie. Duma mnie już rozsadza. Będę jak paw chodziła! Pójdziemy na  uroczystość zakończenia studiów. Wszyscy! Całą rodziną! Zrobimy dużo zdjęć do sieci, niech wszyscy wiedzą jakiego mam syna. Wspaniałego!

 

Hanna niedawno skończyła rok. Co prawda słów zna dosłownie kilka i jeszcze nie chodzi, ale to nic. My wiedzieliśmy, jeszcze zanim się urodziła, kim będzie. Będzie notariuszem.  Kilka podpisów, rach ciach i w tysiączkach płacą. Elegancko i czyściutko. Duży, piękny gabinet, przeszklone okna, mosiężne, drogie biurko. Już widzę, jak moja mała Hanna rozmawia z klientami. Fakt, studia będą ciężkie, ale da radę, na pewno da. Musi!

 

 

Opowiem im kiedyś, tym moim kochanym dzieciom, jak ja studiowałam. Lajtowo, była zabawa i szaleństwo było. Były przyjaźnie, podróże, pasje. Ach, jakie to były dobre czasy… Myślę, że zrobię to dopiero, jak już swoje studia pokończą. Nie chcę im w głowie namieszać. Opowiem, nie będę taka. Niech mają coś z życia.

 

 

Grubo, nie?

 

Chyba się nieco zagalopowałam..

 

Ale zobacz, to nie jest tak, że planujemy komuś życie od samego początku? Zanim się jeszcze urodzi, do wielkiej szpitalnej torby wkładasz niezbędne. Tobie – wiadomo, ale dziecku też. Kupujesz wózek, urządzasz pokój. Wybierasz – decydujesz.

 

Uczysz się go widzieć w konkretnych barwach, wiesz, że w szarym mu idealnie, ale ten czerwony sweterek mocno gryzie się z jego osobowością. Pod nos podtykasz – Twoim zdaniem – najodpowiedniejsze zabawki. Te są lepsze, tamte dostał, chińskie jakieś, ale przy najbliższej okazji znikną z pola widzenia i z domu też. Wybierasz – decydujesz.

 

Gotujesz zazwyczaj to, co lubisz, i z góry wiesz, że tego, to on nie zje, bo nie lubi. Nietrudno jest nie lubić czegoś, czego się w życiu nie jadło. Jak nie jak tak. Nie dajesz nawet spróbować. Wybierasz – decydujesz.

 

Posyłasz na zajęcia, które przydadzą się na pewno. Na pewno – w Twoim mniemaniu.

 

Nie, balet to nie, tylko stopy sobie popsujesz.”

Oczywiście, że nie będziesz chciał chodzić na podstawy rysunku. W miejscu nie potrafisz usiedzieć.”

„Idź na piłkę, tam się wyszalejesz.” Znowu, wybierasz – decydujesz.

 

 

Jako rodzice mamy władzę. Mamy moc. Niewątpliwie. Tak się tylko zastanawiam, czy aby na pewno potrafimy dobrze TO wykorzystać?

 

 

Z tym wszystkim u góry, to wiesz, znasz mnie przecież. Żartowałam. Piątkowe heheszki 😀

 

 

Niezależnie, którą drogą moje dzieci zdecydują się pójść, zaakceptuję to.  Będzie to ICH decyzja. Owszem, jako człowiek dorosły, jako rodzic, jestem mądrzejsza, bogatsza o  własne doświadczenia. Zazwyczaj wyciągam wnioski. Zazwyczaj. Pomimo całego tego trzydziestokilkuletniego rozsądku, zdarza mi się wznosić toast za błędy, które, w ostatecznym rozrachunku, niczego mnie nie nauczyły. Przyznaję się, wchodziłam niejednokrotnie do tej samej rzeki.

 

Tak jak i Ty, chcę jak najlepiej dla ludzi, których kocham. Gdybym umiała, zaoszczędziłabym im wszystkiego, co mogłoby je zranić, przez co miałyby obawy, czy umieją i czy w ogóle chcą się podnosić.

 

 

Do moich dzieci <3

 

Obiecuję zawsze być blisko Was. Podać rękę. Otoczyć ramieniem. Wesprzeć dobrym słowem. Będę zawsze blisko, kiedy tylko będziecie mnie potrzebować. Będę.

 

Wasze życiowe wybory, należą do jednak WAS. Przyrzekam je szanować. Wiem, czuję całym sercem, że wybierzecie dobrze. Dobrze dla siebie. I jedyne, o co będę walczyć do upadłego, to abyście  były szczęśliwe. Po prostu.

 

 

 

 

 

<3

4 comments

  1. Goszcz says:

    Dobry tekst😉 z doswiadczenia wiem ze zawod geodeta nie ma juz takiego poszanowania jak lekarz czy notariusz. Moze wiec projektant?😉 Nie mam dzieci ale planuje i aby Ci bardziej zagmatwac czy tez rozszerzyc rozmyslania o przyszlosci dzieci to wybranie pierwszej lepszej szkoly tez nie jest dobrym pomyslem ( lepiej poszukac dobrej). Jednak to wszystko nic nie znaczy, najwazniejsze to wspierać i dażyć miłoscia😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *