Strona główna » Zacznij, matko, żyć!

Zacznij, matko, żyć!

Grunt to się nie ogarniać. Siedzieć w dresie, w poplamionej bluzce, z podkrążonymi oczami. Włosy jeszcze z soboty, tusz może tkwić dużą, wyraźną kropą w jednym oku. Zmęczenie ma być widać na kilometr. Posuwisty krok, zgarbiona sylwetka. Ogólny nieład. Psychiczna i fizyczna masakra. Tak jest dobrze. To znaczy, jest tak źle, jak źle ma być. Jesteś matką. Jesteś męczennicą. Nie ma Ciebie, Ty w liczbie pojedynczej Jesteś powiewem przeszłości. Nie istniejesz. Już nawet  myślisz w liczbie mnogiej. „Jemy zupkę”, „pierzemy”, „planujemy”. Jasne, każdą z tych czynności można zrobić razem. Ale nie oszukuj się, kiedy karmisz dziecko, to wtedy nie jesz. Je ono. Nie planujecie zakupów, nawet jak wyrywa Ci kartkę i długopis. Czas, kiedy byliście jednością minął. Bezpowrotnie. Pępowinie ktoś zrobił CIACH.

Trudno jest powiedzieć komuś komplement, pogratulować. Za to łatwo jest współczuć. Bardzo łatwo nawet. Kiedy ktoś jest w dołku, kiedy ma fatalny tydzień wyciągamy zazwyczaj wirtualne ręce, mówimy dobre słowo. To jest bardzo proste. Nic Cię nie kosztuje. TY nie tracisz. Pieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu, bo pomogłaś, po współczułaś. Limit dobrych uczynków na dziś wyczerpany. Koniec, odcinasz kupon.

Robienie z siebie ofiary leży w naturze niektórych, tak myślę. Jestem matką, mam być zmęczoną służebnicą. Wtedy mam wokół siebie tłum. Lajkują, klepią, wysyłają serduszka. Nie wypada mi być wyspaną, mieć zrobione paznokcie i przysłowiowy #kwadrans dla siebie. No nie wypada, nie przeskoczysz. A jak przeskoczysz, to wypadniesz z kręgu. Przestaną Cię lubić. Nazwą schizolem, egoistką, złą matką. Tak już jest. Taki mamy klimat.

 

Byłam dziś na siłowni. Była inna mama żłobkowego dziecka:

  • co słychać, zdrowa?
  • zdrowa, bawi się, ładnie, je. Mamy progres J
  • moja też, ale ja jestem złą matką, ja w domu, a ona biedna siedzi w żłobku.

 

Wariant pierwszy.

Wróciła mama po zajęciach do domu. Wziełą prysznic i z wyrzutami sumienia pobiegła po dziecko. Bo dziecku w żłobku źle. Bo mama jak nie jest na etacie, to jest w domu z dzieckiem. A nie jakieś fanaberie, fitnessy, szopingi. Nic to, że przez cały dzień nie miała chwili, by się z dzieckiem pobawić. Bo obiad sam się nie zrobi, a w tym bałaganie to i świnia ryj by złamała. Trzeba wreszcie te okna przemyć bo wstyd przed sąsiadami. Letnie ciuchy do pawlacza schować, zimowe wyciągnąć. Poranki takie zimne. W bieliźniarce czekają 3 pralki do prasowania. Trzeba się do tego zebrać, nie ma rady. Czekaj dziecko, jutro też jest dzień. Jutro się pobawimy. Już mama nie będzie wydziwiać, na jakieś treningi chodzić. Co ludzie powiedzą, że taka wyrodna matka.

 

Wariant drugi.

Po drodze do domu matka zrobiła zakupy. Wróciła, ogarnęła siebie. Wstawiła pralkę. W kuchni obrała warzywa na zupę, wstawiła zmywarkę. Podlała kwiaty i sprzątnęła zabawki. Odkurzyła. Usiadła do komputera i zrobiła przelewy, sprawdziła pocztę. Rozwiesiła pranie, odkurzyła mieszkanie. Zrobiła porządek w dziecięcej szafie, przy okazji segregując letnie-zimowe. Doprawiła zupę i usmażyła naleśniki. Jak nie zjedzą na podwieczorek, to będą na kolację. Albo na śniadanie, jak wstanie jakiś głodny brzuch z tekstem „mamooo, jak ja bardzo nie mam sił wstać”. „Chodź, są naleśniki, tylko trzeba wybrać dżem, pomożesz?”. Zrobiła wszystko to, co i tak musiała zrobić. Tylko nikt na tym nie ucierpiał, bo w placówce dziecko miało czas wypełniony, po brzegi. A po południu był czas na wspólną zabawę. Matka miała i chęci i energię. Bo matka chce być matką, kiedy ma swoje dzieci blisko. A poza tym, cały dzień, tydzień, rok jest kobietą, człowiekiem. Ma potrzeby, pasje, zainteresowania. Urodziła się matka, ale nie umarła pełna wigoru kobieta. Nikt nie cierpi. Wszyscy są szczęśliwi.

 

Rób to, na co masz ochotę. Zasłużyłaś na to w pełni. Byłaś w ciąży, rodziłaś, przeżyłaś połóg. Wstawałaś w nocy, zmieniałaś brudne pieluchy, tuliłaś, gdy wychodziły zęby. Płakałaś, kiedy Elsa straciła rodziców, i serce Ci się ściskało, kiedy Twoje 5-letnie dziecko cierpiało, z  powodu  swojej pierwszej „jedynej mamo!” miłości.

 

 

Teraz już zawsze będziesz się martwić o swoje dzieci. Zawsze będziesz na posterunku. Bo jesteś matką i nikt Ci tej funkcji nie zabierze. To jest wliczone, każda z nas tak ma. W oczach tej starszej sąsiadki będziesz nie matką, a macochą. Wyluzuj, sąsiadki nie zmienisz. Ma swoje lata, poglądy, wspomnienia. I ma do nich prawo. A Ty masz prawo nie zadowalać wszystkich. Nie próbuj nawet. Na to nie trać czasu.

 

 

Nie bądź matką-flegmą. Zacznij po prostu żyć. Bez oglądania się na innych. Bez zastanawiania się, czy tak powinno być, czy wypada. Życie masz tylko jedno. I ciesz się nim w pełni, po prostu się ciesz.

 

I zapamiętaj jedno ważne słowo – RÓWNOWAGA. To zawsze działa.

 

 

 

4 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *