Strona główna » Uległam. Na całego. On mnie pokonał!

Uległam. Na całego. On mnie pokonał!

Jestem łasuchem na diecie. Od zawsze. Słodycze to moja specjalność, słabość, moja radość i mój ból jednocześnie – jak zwał, wybieraj. Ja wiem, i Ty wiesz o co chodzi. Uwielbiam je i mogłabym je pochłaniać bezustannie, bo przecież nie umiem ich jeść, ja je pożeram. Bez opamiętania. Ten typ tak ma, jeśli wiesz…

I dopóki nie odkryłam sensu Cheat daya wiedziałam i kojarzyłam tego typu zboczenia z drogi za wielki grzech. A i owszem, jest to swego rodzaju grzeszek, ale skoro ma sens i służy, co więcej działa, to ja na to idę. W moim rozmiarze stóp 40 wchodzę w to swoimi wielkimi stopami.

Moja przyjaciółka twierdzi, że ze słodyczy najbardziej uwielbia schabowego. Dziś mi to pasowało, uczę się  sukcesywnie cukier zastępować ksylitolem           i miodem. I dziś w związku z tym popłynęłam niesłodko. Bo tak też umiem. I lubię.

Mam to szczęście (które nie zawsze działa na moją korzyść, niestety! – if U know what I mean), że mój Monżu Najlepszy świetnie gotuje (smaży, piecze, przyprawia, grilluje, miesza, blanszuje, etc. mogłabym tak dalej, serio!). I jako, że weekendy zawsze są wypaśne (co zrobić?), to tym razem uczynił smalec. Nie było jabłka, bo wespół zespół za cebulką podążało jabłko, a na tapecie były daktyle (Piątnico, dziękujemy za gratisy!), więc mamy idealny w smaku smalczyk z daktylem, cebulą, przyprawami. Jeszcze mamy, bo tempo jego zjadania jest zastraszające (i dobrze, nawet bardzo dobrze, mniej dla mnie, mniej w boki, choć bardziej w brzuch). W darze otrzymaliśmy też idealnie chrupiący biały chleb z lokalnej piekarni, i mamy weekendowy wielki cheat!

c6

 

Do białego pszennego kompletu poszedł w ruch prodiż (całe życie myślałam, że prodiż to prodziż – człowiek się całe życie uczy) pożyczony od Zacnej Sąsiadki (dzięki Babciu <3) i na kolację mamy jeszcze pizzę (przepis na pizzę też się pojawi). A w zasadzie masę całą pizzy w różnych wariantach. Dla każdego coś ulubionego. Wypasińsko! W rezultacie opchałam się jak bąk. To było bardziej niż pewne. 

 

c3

c2

Taki reset kulinarny przyda się, resety są mile widziane, po całym żmudnym, ciężkim, stresującym korpotygodniu. Skoro trenerzy twierdzą, że jeden dzień przerwy w treningach jest dobry, bo mięśnie muszą się zregenerować, odpocząć, a umiar to gwaranacja sukcesu. Idę w to, w ciemno. Wierzę, że łatwiej mi będzie omijać pokusy, jeśli celowo raz na jakiś czas jednej z nich ulegnę. Świadomie i z pełną odpowiedzialnością zarzucanego czynu. Nie nagradzam się jedzeniem, wszak psem nie jestem, a różnorodność lubię, i lubię gdy moje kubki smakowe mają uciechę. Uciechy to synonim szczęścia. Kropka! Jeśli tylko jutro będę umiała powiedzieć sobie dość, a przecież znam siebie i wiem, że tak będzie. Od jutra wieczorne randki z hantlami, sztangą, stepem i matą. 

Plan jest, cel jest, rozpiska jest, determinacja jest, ogólnie jest wszystko. I jest mało czasu do WIELKIEGO DNIA. 4 Pełne tygodnie. Tylko! Trzeba się brać, bo jak to Ewa pisze "czas i tak upłynie". TYlko od nas samych zależy, czy będzie to czas dobrze spożytkowany. Tym bardziej, że mam z szeroko pojętego sportu ogromną przyjemność wielki fun. 

 

No to smaczności!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *