Strona główna » U nas.

U nas.

 

Pytasz, co u nas. A u nas niewiele się dzieje. W porównaniu do Twojego wielkiego świata, to niewiele. Dla mnie czasem jednak o wiele za dużo.

 

Dzieci rosną. Tempo jest zawrotne. I tak, słyszałam będąc dzieckiem jak znajomi rodziców pytali, kiedy te dzieci tak urosły. Że to po dzieciach widać upływ czasu. Na szczęście nadal jesteśmy piękni i młodzi. Choć z czasem tyko piękni. Tak mawiał ojciec. I coś w tym jest.

 

 

Dopiero co urodziła się Pola, a zaraz skończy 7 lat. Pójdzie do szkoły. Przybędzie wszystkiego. Od nowego plecaka, po zajęcia dodatkowe i nowy plan lekcji na lodówce. Będziemy się uczyć nowej rzeczywistości. Tylko czasu będzie ciągle jak na lekarstwo.Są dni, kiedy od początku wszystko jest bardziej niż super. Wstajemy chętnie i z uśmiechem odprowadzamy się do punktów edukacyjnych. Wtedy jest moc, Elsa może śpiewać głośno. Zakładanie kurtek, grubych szalików czy podwójnych gaci, nakładanie kremu na buzię to przyjemne czynności.Opowiadamy sobie co się dobrego wczoraj wydarzyło, a co Tomek powiedział, ile kto strzelił bramek, a kto zrobił mostek z nogą w górze. W domu z talerza znika wszystko, dobre mamo, poproszę dokładkę, klocki tworzą przyjemny bałagan, razem budujemy dom. Jest ciepła herbata i muffiny. Kot ociera się przyjaźnie, typujemy prezenty, które Św. Mikołaj na pewno weźmie pod uwagę. Radio rzępoli przyjemnie szlagiery sprzed lat, nie patrzymy na zegarek, dziś nie musimy się nigdzie spieszyć. Dobiega końca dobry dzień.

 

 

Ale bywa też kiepsko. Od rana jest źle. Choć z rankiem niewiele ma to wspólnego, bo o 3-ej w nocy nawet słońce nie wstaje.  Jest ból brzucha, płacz i tulenie. Wiem, kiedyś będę za tym tęsknić. Za tą bliskością. Za noszeniem, chustą i miliardem całusów prosto w czoło. Teraz bywa, że mnie to złości. Myślę, że człowiek ma swoją wyporność. Zła jestem wtedy na siebie. Każdorazowo. Nie o to walczę, nie taka chcę być. Mam tylko jeden cel, nie mierzę wysoko, ale dla mnie to bardzo dużo. Cierpliwość jest cnotą. Ponownie.

 

 

Godziny mijają, sił nie przybywa. Twarda bądź, postaraj się. Zduś w zarodku te siedmiomilowe dziecięce kłótnie, które są przecież kwintesencją nas. Zawsze to lepiej się kłócić niż nie odzywać wcale. W ciszach nigdy nie byłam dobra. Wolę wybuchnąć, powiedzieć co czuję, co boli i iść dalej. Stąd u nas głośno, i gwarno. Chaos jest, i wciąż wdeptuję w klocki lego, których dzieciom zawsze mało.

 

 

Denerwuję się bałaganem, by po chwili uświadomić sobie, że kiedy tworzyliśmy ten dom właśnie o takim marzyliśmy. Pełnym. Głodnym wrażeń i naleśników (których wtedy nie umiałam smażyć), miłości, śpiewu i kłótni w sumie też. I klocków. Pełnym życia. Wtedy nie mieliśmy pojęcia, że życie to nie SIMS-y. Że błędów nie naprawia się używając odpowiedniego kodu. Że nie wszystko da się rozegrać według widzimisię grającego. W życiu jest inaczej. Każdy, nawet najmniejszy człowiek ma swój plan. Dla niego zasadny.I jeszcze ten w okamgnieniu pokonany rotawirus, który zaangażował nasz czas , siły i pralkę. Kiedyś nie wiedziałam, że składanie bielizny to taka frajda. Młody, pochwalony, bo potrzebny człowiek może więcej. To tyko szczegół, to mały, bezbarwny puzzel, tworzący nasz dzień, nasz kolejny obraz. Zazwyczaj tego się nie widzi. Choć patrzy się sercem.

 

 

Jasne, że nie planuję pokazać się na zebraniu z glutami na bluzce. To samo wychodzi. I oczywiście, że chciałabym mieć pięknie zrobione włosy i pomadkę na ustach. Niechluj, powiesz. Uśmiechnę się do Ciebie wtedy. Tak, nie wychodzę w środku tygodnia na drinka. Znalezienie opieki do trzech przemiłych, acz wymagających sztuk między 1 a 7 rokiem życia to wyzwanie. Co więcej, dni robocze mamy skrzętnie i co do minuty rozliczone. Nie bywam już spontaniczna. To jest mój wybór.

 

Narzekam? Absolutnie. Kiedyś będzie mi tego brakowało. Teraz czuję się potrzebna, zaangażowana, pomocna. Jest dobrze. Obroty mamy może trochę duże, ale mówią, że lepiej spadać z wysokiego konia. Nie chcę niczego żałować. Chcę dać im szanse, by poznały świat. My przy okazji sprawdzamy siebie. Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono – jakże mądre i życiowe.

 

 

Nie samym chlebem żyje człowiek. Nie jesteśmy tylko rodzicami. Tak, łapczywie ile i kiedy się da kradniemy chwile. Nasze. Dorosłe. Tej dwójki ludzi, która spotkała się 9 lat temu. Oni ciągle są w nas.

 

 

Nie wyjeżdżamy na weekend do Paryża czy na Mazury tylko we dwoje. Mamy swój mały wiejski świat i tam kierujemy samochodowy gps, kiedy tylko się da. Kino, czy Chińczyk to luksus. Ale z przyjemnością spędzamy też wieczory na kanapie z Netflixem.  Bo luksus to bycie razem, dzielenie pasji. Jaranie się tym, że w kominku tak pięknie się pali, że koty znów zrobiły sobie metę na naszym tarasie. I ten taras, nasz, wspaniały, wyczekany. Okupiony bólem kolan i urlopowym wypoczynkiem. Własnoręczny! Cieszymy się z małych rzeczy. Bo one tworzą nasz świat. One dają nam radość. One sprawiają, że najbardziej dziurawa w sen noc znika w niepamięci, kiedy ten mały człowiek stawia pierwszy krok. Kiedy się szczerzy kilkoma tylko zębami. Kiedy starszaki nie potrafią odpowiedzieć, kto z rodziców ładniej śpiewa. Bo takie z nas talenty wokalne. To jest takie nasze. Takie nie do kupienia. Wystarane. Dobre.

 

Nie usłyszysz ode mnie, gdzie planujemy przyszłe wakacje. Ani w jakiej restauracji jadłam dobre sushi. Bo wakacje spędzimy na wsi, a sushi zrobimy sami. Nie kupię sobie płaszcza za krocie, który będzie pasował do modnej torebki. Ani na jedno, ani na drugie sobie nie pozwolę. Choć może mogłabym.

 

 

Nie bądź rozczarowany. Ja się nie pogniewam, kiedy powiesz, że się zmieniłam. Wciąż dojrzewam, jako człowiek, matka, sportowiec amator, kucharz, marzyciel (mogę tak długo, wiesz przecież). Nigdy nie czułam się lepiej, niż teraz. Nigdy bardziej nie łaknęłam życia. Utrwalam te momenty. Skrawki dnia. One mnie tworzą. Dzięki nim jestem kompletna.

 

 

Nie rozważam. Nie żałuję. Człowiek jest tylko sumą oddechów, a ja dziś oddycham moją rodziną. I dziękuję Bogu za to, co mam. Wygrałam wszystko.

 

 

<3

 

 

12 comments

  1. Marlen says:

    Dziekuje, że mi o tym wszystkim przypomniałaś bo zaczęłam zapominać co ważne i o co zawsze walczyłam . W ogromie rozpaczy,że nie wszystko mi wyszło zapomniałam co najważniejsze od 11 lat-moje dziecko ! Każda noc nieprzespana, pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek , pierwsze mama -to wszystko jest moje i wiem ze nie jestem sama a kiedyś mam nadzieje będę mogła opowiedzieć o tym moim wnukom . Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *