#projekt60

Długo się zbierałam, zanim zdecydowałam się na publikację tego wpisu. I na podejście do tematu. Publiczne w końcu.
Ze strachu, z nieuchronności wydarzeń, z żalu? Nie mam zielonego pojęcia! Tak mocno jak tego chcę, tak bardzo się tego boję. No pałka ze mnie wybitna i widać to na każdym kroku!

Jestem na diecie. Jestem. Dokładnie od poniedziałku do piątku. Standardowo tak jest. Tydzień w tydzień. W piątki zazwyczaj jestem najchudsza z całego tygodnia. Dalej przychodzi upragniony weekend na wsi i dzieje się. Kużwa no dzieje się zawsze coś, i myślę sobie, że niewiele jestem na to poradzić. Są goście, jest słonko, albo deszcz, nieważne, jest dobra szama, nie ma zegarka, ograniczeń – ogólnie świętujemy. Uwieeeelbiam! Aż piszczę na samą myśl o tym. Dosłownie i w przenośni. Chill na całego, małego i dużego. Odpoczywamy po ciężkim tygodniu, bo w Warszawie – mam wrażenie – każdy tydzień jest szybki, wyczerpujący, stresujący i stresogenny. Słabo się świętuje z lunch boxem (nieważne jak doskonały by on nie był), ale przecież nikt nie powiedział, że się nie da. Przecież wszystko ponoć jest
w głowie, right?

Po to jest właśnie ten post. Oficjalnie oznajmiam, że się zredukuję. Wiele albo niewiele, zależy dla kogo. Dla mnie sporo. To jest teraz mój cel i zamierzam go konsekwentnie realizować. Parę razy w mojej fit karierze, która trwa nieprzerwanie od prawie 3 lat, czyli po urodzeniu Syna, owszem, udało się dotrzeć, zrealizować, przybić piątkę, odbić kartę, przywitać się z gąska (znowu to żarcie), jakby nie patrzeć było albo było super blisko. Ale ogólnie moja waga wykazuje niezdecydowanie i się waha. I to jest właśnie do zmiany. Długotrwałej.
Z dopuszczalnymi wahaniami, yyy, wahnięciami max. 2 kg. W końcu nie zmienię się zupełnie. No bo że jak? Lubię cheaty, resety i lubię na jakiś czas się wyłączyć. Od wszystkiego codziennego. Jako, że lubię siebie powiedzmy te 5 kilo lżejszą to się biorę. Nieodwołalnie. I głośno będę o tym trąbić.

I o ile treningi nie są żadnym problemem, bo są niemal codziennym rytuałem, przyjemnością, oddechem, mogłabym tak długo… To jednak dieta boli mnie najbardziej. Ale chcieć to móc. I tego się trzymam.

Zatem do konkretów:

Cel: 60 kg (mile widziane jakieś 59,7 kg, jak szaleć to szaleć, a jednak ta 5-tka na wadze to jak spełnienie marzeń, wisienka na torcie, wisienka, tort, dobijam do brzegu).

Kalorie: pojęcia nie mam. Nie liczę, choć pewnie powinnam, ale jest to nierozerwalnie związane z ważeniem produktów, a to już czas, brak czasu – ifjunoł.. Ktoś powie wymówki, i pewnie będzie miał rację. Zredukuję się bez liczenia kalorii. Ale kiedyś nauczę się, jak się to robi. Bo to pewnie trudne nie jest.

Treningi: różnorodność: bieganie w terenie (minimalny dystans 10 km – wychodzę z założenia, że na krótsze szkoda mi czasu, bo lepiej mieć godzinę dla siebie niż tylko pół), tabaty, interwały, hiity, taśmy oraz sztangi. Repertuar szeroki, bo nie lubię nudy.

Czas: 5 tygodni. Czas start 3.08.2015. Dobrze wygląda, dobrze brzmi, łatwo wyliczyć, że jesienią cel zostanie zrealizowany. A od poniedziałku dobrze zacząć.

Nagroda: satysfakcja sama w sobie i pewnie jeszcze coś.. może tatuaż? Albo rower? Albo rolki? Albo jakiś toreb cudny? No i sushi ofkors. Ok, już się nie rozpędzam.

Zgodnie z nawoływaniem Flowmummy i dziewczyn z bloga Zrób to, no się biorę! Dziewczyny mają rację, ja mam dużą wiarę i wierzę
w sukces. Taaak!

To żeby nie było pitu pitu, czas przygotować ciuchy na trening i z samego rana dyszka moja. Dzisiejszy trening także zaliczony.

Kciuki mile widziane. Efekty będę prezentować, ba, raczej chwalić się nimi. I jak zawsze podglądać moich motywatorów na insta i fb.
Jest moc!

trening

2 comments

  1. EnnEss says:

    Kibicuję, wspieram, łamię kciuki! Widać zawzięcie i upór, więc wierzę! 🙂
    Ciężko jest osiągnąć CEL, który przez lata wydawał się Kosmicznie Trudny.. a jednak WIARA, szereg wyrzeczeń zastąpiony świadomym wyborem czegoś Innego, bliskość spełnienia marzeń i Systematyczne Powtarzanie sobie, że „Dążę do.. więc ruszam tyłek z kanapy i idę po kolejne wyniki” są w stanie Ten Cel osiągnąć!
    Uważam, że do tego trzeba dorosnąć. I w żadnym wypadku nie mówię tu o wieku, tylko o Świadomości i Podjęciu Konkretnej Decyzji. A Ty ją podjęłaś.
    Działaj i za żadne skarby się nie poddawaj!
    Goł Goł Goł!
    Keep CALM and TRAIN HARD! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *