Strona główna » Hity matki wielodzietnej.

Hity matki wielodzietnej.

Są rzeczy, bez których zwyczajnie nie wyobrażam sobie macierzyństwa. Zwyczajnie. Pewnie także je znasz, i z nich korzystasz. Jeśli nie, pozwól, że Cię zaskoczę.

1. Chusta/nosidło

Chusta jest ze mną od początku mojej macierzyńskiej drogi. Pierwszą, elastyczną kupiłam jeszcze przed porodem. A że najstarsza córka była krótko mówiąc „nieodkładalna”, chusta była niezbędna. Na ratunek dziecku, mnie, moim uszom,  uszom sąsiadów, oraz naszemu domowemu ognisku. Był elastyk, chusta tkana, zamiennie z nosidłem. Uwielbiam tę bliskość, zapach małej główki, ciepłe miziające łapki, wierzgające kopytka, no mogłabym tak dalej. Kto chustował – wie, że to jest magia.

dsc_0298

2. Laktator

Bez laktatora byłabym sfrustrowana matką. Tak myślę. Jakkolwiek źle to zabrzmi, świadomość, że MUSZĘ być z dzieckiem 24/7, nieco mnie ograniczała i nadal ogranicza. Wiem, w czasie mojej nieobecności można podać mm, ale po co, skoro moja jadłodajnia działa póki co bezawaryjnie? No właśnie. I tu laktator sprawdza się świetnie. Podróżujemy z nim wszędzie, dosłownie. Dobry laktator to świetna inwestycja w młodą mamę i jej laktację. Od początku chciałam zapoznać Hanię z butelką, żeby w razie potrzeby nie było stresu, że się nie uda. Że dzieć będzie głodny a ja zestresowana będę gnać do domu. Nie obawiałam się tego, że karmienie butelką rozleniwi ssaka. Choć oczywiście życzliwi mówili „zobaczysz, rozleniwi się i nie będzie chciała ssać”. „Spokojnie, odpowiadałam, jak dostanie butelkę kilka razy w tygodniu to nikomu się krzywda nie stanie”. I dokładnie tak jest. Co więcej, na linii tata-córka powstaje całkiem nowa więź. Siłownia, zakupy, kosmetyczka, czy samotny spacer, sama ze sobą i swoimi myślami. Tak, to jest możliwe i dobry (szybki, bezbolesny, cichy, bezprzewodowy) laktator jest, w mojej opinii, zwyczajnie niezbędny. Dobra, przyznaję się, poniosło mnie nieco z tym samotnym spacerem. Przyjdzie nań czas jak Grochy będą pełnoletnie. A póki co chwilę ciszy gwarantują przymknięte drzwi w toalecie (tak bardzo chciałabym napisać, że to żart, ale niet) – to luksus niebagatelny.

img_9826

3. Bluzka do karmienia

Skoro już jestem przy karmieniu to absolutnie nie mogę nie wspomnieć o moim niedawnym wynalazku. Cudowna (bo miła w dotyku, wygodna, i modna!) bluzka do karmienia, która pozwala mi czuć się swobodnie w każdych warunkach. Bo ja karmię w każdym możliwym miejscu, o każdej możliwej porze, wszędzie i zawsze. Karmię piersią na życzenie, a mój ssak ma duże w tym zakresie potrzeby. Można w niej nasycić malucha w sposób dyskretny, nie wprowadzając nikogo w poczucie żenady, gdy podczas rozmowy na przykład przystawiam Młodą do piersi. Często okazuje się wręcz, że zupełnie nikt poza mną tego nie zarejestrował. Przemysł dzieciowy kwitnie, bzdurnych gadżetów przybywa, a ja odkryłam perłę i będę ją wszystkim polecać. Jeśli Jesteś mamą kp – ten gadżet musisz mieć. Chyba, że zadzieranie tuniki od kolan po szyję sprawia Ci przyjemność. Mnie nie. Wygodna bluzka, z łatwym dostępem do mlecznej uczty to absolutna podstawa.

4. Niania elektroniczna

Mimo, że wydaję się całkiem normalną istotą, myślącą w miarę racjonalnie i trzeźwo, to jednak zapowiadało się, że spędzę pierwsze miesiące (a może nawet lata?) życia doglądając jak śpi moje wtedy jedyne dziecko. Na moje szczęście Monżu odkrył nianię z monitorem oddechu. I moje życie stało się prostsze. Voila! Owszem, zaglądałam i nadal zaglądam, czy wszystko ok (te sidsy zawsze straszne), to jednak niania się przydaje. Możesz powiedzieć, że to zbędne, ale ja powiem Ci, że od 5,5 roku jest z nami i sprawdza się znakomicie. Na samym początku i później też, gdy wieczorem siedzisz ze znajomymi na tarasie a dzieci śpią na górze. Nie ma potrzeby by trenować podbiegi gnając sprawdzić, czy tylko Ci się wydawało, czy faktycznie któreś z dzieci Cię na ten tychmiast potrzebuje. Dla mnie hit.

5. Dostawka do wózka

Dla rodziców dzieci z małą różnicą wieku jest niezastąpiona. Ok, można mieć podwójny wózek, owszem, ale w tym przypadku lista warunków jest dłuższa a sprawa i tak może nie być prosta. Bo jeśli mieszkasz w bloku i masz windę, to podwójnym wózkiem możesz się do niej zwyczajnie nie zmieścić (ja się nie mieściłam). Albo nie przejedziesz w sklepie, czy po chodniku. No i w aucie taki wózek więcej zajmuje. Gabarytowo. Kawał cieżkiego sprzętu. A dostawka wjedzie wszędzie, miejsca zajmie niewiele, kosztuje zdecydowanie mniej i łatwiej ją odpiąć, wyczyścić, a później sprzedać.

dscn4141

dsc_0013

dsc_0040

6. Smoczek

Nie bez kozery mówią, że najlepszym rodzicem jest się wtedy, kiedy się nie ma dzieci. Potwierdzam. Moje wyobrażenie jaką matką będę w niektórych kwestiach mocno się rozminęło z tym, jaka faktycznie jestem. O smoczku nie chciałam nawey słyszeć, bo to przecież samo zło. Zmieniłam swe podejście, kiedy zobaczyłam z jaką pasją Polutek wsuwa i zasysa swój kciuk. I logicznym było, że smoczek w pewnym momencie zabiorę, a kciuk zawsze będzie mieć. I przypomniał mi się zdeformowany kciuk jednego kolegi z podstawówki. Zadziałało ekspresowo. Kupiłam. Kilkanaście. Żaden nie został zaakceptowany. Ale skutecznie odciągnęłam uwagę od kciuka. I o to chodziło 🙂 

imag0602

7. Farba tablicowa

Z pewnością nie zaskoczę Cię pisząc, że matka myśli o wszystkim, wszystkich. U mnie związane jest to nieodłącznie z pisaniem. Zgodnie z zasadą – zapisane nie zginie, czy pisząc utrwalasz, im więcej zanotuję, tym lepiej zorganizowana jestem, bo więcej zrobię. I tak jest ze wszystkim, od zakupów, przez opłaty, zadania na dziś, itp. Pisałam na kartkach, ale gubiłam je w ferworze dnia i czynów, więc postanowiliśmy z Monżem przemalować nasze drzwi wejściowe i tam pisać. I to świetnie się u nas sprawdza.

8. Blog/i

Czytam i lubię. Zaglądam na fb, ig i snapa. Czemu? Bo jako matka-w-domu czasem potrzebuję podpatrzeć „jak się to robi” w innych domach, a także co się je i gdzie warto kupić śliniaki. Blogi, od parentingu przez lajfstajl poprzez wszystkie kuchenne, modowe to taki nasz big brother. Kto nie lubi, niech nie patrzy, ja obserwuję, podglądam i czerpię inspiracje. Jeden lubi sudoku, drugi killować baterie w smartfonie. No to już wiesz.

9. Sport

Myślę, że TEN sposób samotności zdecydowanie zbyt późno odkryłam. I tak, może Cię zdziwię, ale tak właśnie traktuję tę godzinę dziennie, którą mam tylko dla siebie. Przy okazji treningu psychicznego trenuję też fizycznie swoje ciało. Takie przyjemne z pożytecznym, powiesz, a ja nie mogę się nie zgodzić. Do niedawno my matki skutecznie ucierałyśmy w moździerzu mit, że matka kochająca to ta w dresach z tłustymi włosami. Lakier do paznokci ją gryzie, a cień do powiek wypala źrenice. Jak już ma czas na fitness, siłownię czy bieganie, to na bank olewa dzieci, chodzą brudne, usmarkane i nieuprasowane. To #wyrodnaMatka, kobieta zła i wygodna. Nie dogodzisz. Tak źle i tak niedobrze. I pojawiła się ona. Cała na sportowo. Pamiętam jak byłam w drugiej ciąży i obserwowałam to wielkie poruszenie. Dziewczyny dzieliły się wrażeniami po treningach Ewy Chodakowskiej. I pamiętam też zdjęcia, które obrazowały kilkutygodniowe metamorfozy. Nie było innej możliwości, aby nie spróbować. A teraz usilnie rozkminiam jak rozciągnąć dobę. Bo też chcę.

dsc_0079

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *