Fit sernik bounty – redukuj na słodko.

Kiedyś słodki to mój ulubiony smak, a teraz mimo redukcji i wszędobylskich kojarzonych z tym procesem zakazów, czasem lubię sobie sprawić smaczny i pięknie wyglądający posiłek. Prawdziwa uczta dla ciała i duszy. I jeszcze na to przyzwolenie. Hell yeah!

Jak zawsze w takich sytuacjach, kiedy czegoś nowego mi się chce przeszukuje ulubione inspiracje. Oszukuję. Ja ich nie szukam. One szukają mnie. I znajdują!

Tam (na fb, ig) zawsze trafię na dania, które zjadam oczami, i tylko myślę, którego dnia wcisnąć je do menu.

Tym razem na ratunek przyszedł turbo smakowity profil Marcina z Kierunek Fitness i lekko zmodyfikowany przepis na sernidło. Marcin tworzy takie cuda, że ślina cieknie.

Na śniadanie, do popołudniowej do kawy, czy nawet dla gości nie-na-diecie nadaje się świetnie (sprawdzone!). Dodatkowym atutem jest to, że jest łatwy i szybki do wykonania. Czego chcieć więcej?

Do idealnego na lato sernika bounty potrzebujesz:
– 2 opakowania (po 200 g każde) chudego twarogu,
– serek homogenizowany 200g o zawartości 0% tłuszczu
– duża łyżka żelatyny
– 4 duże łyżki wiórków kokosowych
– słodzidło (jakie/ile lubisz, takie/tyle daj).

Kolejność jest taka:

  • wiórki zalewamy szklanką gorącej wody / czekamy aż wystygną / blendujemy
    dodajemy serek homogenizowany, twaróg / blendujemy
  • żelatynę rozpuszczamy w 1/3 szklanki przegotowanej wody / dolewamy do całości
  • dosładzamy / mieszamy
  • W wersji pierwotnej jest warstwa czekoladowa, która wygląda wypaśnie. Jako, że ja człowiek niecierpliwy i czasu mam zawsze za mało, nie doczekałam się stężenia warstwy białej i wymieszałam warstwę wypaśną z dołem.

Efektowną górę robi się z:
– serka homogenizowanego 200 g 0% tł.
– dużej łychy oleju kokosowego
– dużej łychy gorzkiego kakao
– łyżeczki żelatyny
– słodzidła.

Kilka prostych czynności:

  • rozpuszczamy żelatynę w łyżce wody / czekamy aż nieco ostygnie
  • żelatynę dodajemy do serka
  • dodajemy kakao i słodzidło
  • ciekły olej kokosowy dodajemy do powyższych / blendujemy.

W tym miejscu zmieszałam wszystko, wlałam do tortownicy i wstawiłam do lodówki. Można było trochę poczekać na stężenie spodniej warstwy, wylać na górę tworząc efekt wow. Ale to przecież ja – niecierpliwiec, nie czekam, nie umiem. Ale nie żałuję, bo i tak jest niebo w gębie.

Już następnego dnia mieliśmy z Monżem królewskie śniadanie.
Podrasowany ulubionymi owocami nie pozwala przejść obojętnie.

 

Enjoy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *