Strona główna » Dżem z cukinii – hit!

Dżem z cukinii – hit!

 

Lubię testować nowe przepisy. Lubię spędzać czas w kuchni. Czuję się jak ryba w wodzie, kiedy cała kuchnia należy do mnie. Zaśmieje się teraz ten, kto wie, jak nasza stołeczna kuchnia wygląda. Długa, ciasna, i wystarczy 2 osoby, aby był tłum. Naprawdę, chciałabym teraz sobie żartować.

Jej metraż, na szczęście, zupełnie nie wpływa na to, że uwielbiam w niej pichcić. Od niedawna uwielbiam, bo od niedawna to robię. I choć Masterchefem nigdy nie będę, a moja szara zupa „więzienna” będzie się za mną ciągnęła przez kolejne lata, to w kuchni lubię być. I jaram się, kiedy to, co w niej stworzyłam znika z apetytem. W sumie jest to duma każdej kucharki, nieprawdaż?

 

Proszę Państwa, podaję przepis na dżem z cukinii.

 

Podaję go z pewną taką nieśmiałością, czasową obsuwą. Na swoją obronę mam (jednak) niezaprzeczalny fakt, że zarówno na gorąco, tuż po zrobieniu, łychą z niezakręconego słoika, jak i „odstany”  – smakuje świetnie.

 

A zaczęło się niewinnie. Dostałam w prezencie cukinie. Moje, wsiane wiosną, a i owszem, gdzieś tam rosną. Nie mam, niestety żadnej pewności, czy przypadkiem nie okażą się rosłymi dyniami (taka ze mnie udana ogrodniczka).

Zazwyczaj robiłam placki z cukinii. Ścierane na tarce, mieszane z jajem, mąką lub innymi warzywami, wrzucane na tłustą, rozgrzaną patelnię, rzadziej pieczone w piekarniku. Teraz nie miałam ochoty na nic tłuszczowego, miało być lekko. I słodko. A jak słodko. A jak słodko, to dżem. Zrobiłam więc pierwszy in-maj-lajfe dżem z cukinii. Bladego pojęcia nie miałam, jakiego smaku się spodziewać, bo cukinia moim zdaniem, jest mocno neutralna. Do odważnych świat należy. Gotujemy!

 

Składniki:

  • 2 duże cukinie
  • szklanka cukru
  • 2 galaretki brzoskwiniowe
  • sok z jednej cytryny
  • mały pęczek mięty

 

Przygotowanie:

Cukinie umyłam i obrałam.  Wykroiłam pestki i międzypestkowy miąższ. Pokroiłam w dość grubą kostkę, po czym wrzuciłam do dużego garnka, podlałam wodą i prażyłam. Trwało to dłuższą chwilę. Polecam częste mieszanie, aby nic się nie przypaliło. Kiedy cukinia stała się krucha, dodałam wszystkie składniki i porwaną w palcach  mięte. Wymieszałam całość i jeszcze przez chwilę gotowałam. Oczywiście mieszanie wskazane, wręcz niezbędne.

Zapach staje się intensywniejszy, składniki stały się jednobarwną masą z widocznymi liści mięty. To znak, że pora przeprowadzić dżem do słoików. Z dwóch sporych cukiń wyszło mi 7 średniej wielkości słoiczków.

Cukiniowy dżem ma ciekawą właściwość: wyjęty z lodówki ma konsystencję galaretki. Za to trzymany w cieple, zanim zostanie wysmarowany na na przykład puszystym naleśniku staje się miękki, no i pyszny oczywiście.

 

 

 

Ten dżem to jest mój hit końca tego lata. Jesienią i zimą zamierzam się delektować zapachem sierpniowego słońca ukrytego w żółtym musie. A Szwagier mój, najsurowszy i bezlitosny juror mojego pichcenia, po zjedzeniu dżemu jako naleśnikowego nadzienia zapytał „Zrobiłaś dżem z mango? Dasz przepis?”. Także duże mniaaaam!

 

*Hej puryści językowi i ich potokowie! Śpieszę wyjaśnić, iż słoiki zostały opisane przez Polę. Mimo, że nieortograficznie, to jednak po naszemu i oko cieszą niemożebnie. Takie błędy pisane rączką sześciolatki, to czysta przyjemność bycia w tej kuchni razem i wspólnego spędzania czasu <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *