Ciąża to piękny czas, f***k!

Nosz kurna, po prostu fantastyczny. I nie, to nie ma cholernie żadnego znaczenia, czy Twój brzuch będzie wielki jesienią, zimą czy latem. TO nie jest ważne. Bo on będzie wielki. Ciężki. Niezgrabny. Będzie Ci siedział na kolanach. Będziesz wyglądała jak monstrum z filmu. W każdy ciuchu. Każdym jednym.

IMG_4991
Będziesz się obijać w łazience o półkę, pralkę, drzwi. Nie wymierzysz odległości, bo to przecież nie jest stan stały, i nie wycelujesz. Ale w ten płyn odkręcony wycelujesz pięknie. A później będziesz zmywać podłogę na kolanach, bo podciekło tu, a tam się kurz zebrał, więc przy okazji ogarniesz całą podłogę. A kiedy zmywasz, (wiem, masz zmywarkę, każdy ma), wolisz te większe rzeczy umyć ręcznie, to ciągle masz mokre okolice podbrzusza. I ciągle Ci coś z góry na ten brzuch spada. Prawo Murphy’ego. Pod koniec dnia widać jak na dłoni co jadłaś, piłaś. Nikogo nie oszukasz. To żadna tajemnica, że znowu były grane te pyszne wielkie lody z biedry. Dla równowagi dziś jestem królowa pomidorową. Pestki tu, pestki tam.

IMG_5085
Tak często Jesteś w toalecie, gdzie zakładam, że masz lustro, że może się w swoim uświechtaniu zorientujesz. Chyba, że robisz za automat. Ja już robię, światło, 2 kroki, sedes, majtki w dół, sikasz, papier toaletowy, spłuczka, kran, mydło, ręcznik, światło. Nie było czasu na lustro. Zgadnij teraz ile razy wykonuję tę czynność dziennie. Nie ma opcji, nie trafisz. Wczoraj było tego 28 razy! Ale czy ja mogę narzekać? Wszak „ciąża to piękny czas.”

IMG_5743


Noce są jednak niezaprzeczalnie najlepsze. Możnaby je nazwać nocnymi wędrówkami ludów. Ty Jesteś ludź, w środku siedzi ludź, albo nawet więcej. Wędrujesz. Kilkakrotnie (w porównaniu do dziennych sikań, to pikuńcio). Zawsze po ciemku. Albo z nikłym światłem kinkieta, nie mieszkasz przecież sama, nie chcesz nikogo obudzić. Jeszcze dzieci pomyślą, że już nowy nastał dzień. O nie! I wstajesz, i idziesz.. „no tak, ciąża, hmm piękny stan, minie przecież”.


Zombie za dnia też nikogo nie dziwi. Masz zapuchnięte oczy, ciężkie powieki, wory pod oczami. Ale przecież masz torbę kosmetyków, które z taką pasją ciągle zamawiasz. Zamaskuj to. Nikt nic nie widzi, no co Ty wyglądasz pięknie. A że masz plamy na twarzy, od ciąży, od słońca. W pierun tego, nie idzie tego przykryć. Robisz maseczki z kurkumy, bo ponoć dobre. Robisz wszystko. "Eee, nie przesadzaj, przecież jesteś w ciąży. Wyglądasz olśniewająco”.


A jak chcesz ukryć, przykryć, zamaskować podkładem, to daruj sobie, biedna duszo. Przecież i tak spłynie. Wszystko. W najmniej odpowiednim momencie. Bo lato. Ale Ty i tak usłyszysz „wyglądasz kwitnąco, tak ci dobrze w tej ciąży”. No dobrze, zajebiście dobrze nawet. Kiedy wędrujesz pod prysznic trzeci dziś raz. Nie, to przecież nikogo nie dziwi, że jest dopiero 13-sta. Kapie z Ciebie zewsząd. Nie wiedziałaś, że może też kapać z nadgarstków? Ja nie wiedziałam. Bo że po plecach kapie, ramionach, brzuchu i z cycków to jasna sprawa. Że majtki ciągle mokre i spód kiecki. Standardzik! Ale nadgarstki? Skąd tam kapie? Zabij mnie, dotąd nie płynęłam jeszcze tu. Weź przestań, ciąża jest przecież fantastyczna..


Moja odwaga chyba skończyła się z chwilą odkrycia kolegi hemiego. Wtedy. Na 5 tygodni przed wielkim dniem. Znam to uczucie z poprzedniej ciąży, w zasadzie z cudownego czasu po. Ten bolesno krwawiący stan. Urośnie, zniknie, a może to czas na wizytę u specjalisty? Żegnajcie czekoladki i lody. Żegnajcie wszystkie pyszności, które można było smakowicie jeść, przyjemnie się w nie wgryzać, kąsać zębami. Witaj przyjacielu błonniku, kaszkowata wręcz glutowata konsystencjo. Będę teraz twoją głośną wielbicielką. I za każdym razem ta obawa na myśl o toalecie, gdy będę drżała jak osika. Już drżę. Ale czemu, spytasz, przecież ciąża to błogosławiony stan.. I czasem, mimo, że w ciąży już nie jesteś, to jednak kolega został..


Najlepsze są jednak mdłości. Albo wymioty. Jeden czort. Szlag niech trafi tego, ktoś śmiał je nazwać porannymi mdłościami. Mnie męczyły okrutnie w każdej ciąży od rana do rana, od początku do końca. Nie blefuję! Wisiałam nad kiblem często, gęsto i po wszystkim. Kiedy już miałam nadzieję, że po pomidorku z cebulką czuję się wyśmienicie i taka kolacja ostanie się we mnie, rozczarowanie było olbrzymie. Później, po ciąży rutynowe sprzątanie toalety kojarzyło się z jednym. I jak mawiał Monżu, stałam się bardzo nieekonommiczna. Nie opłacało się mnie karmić. Takie uroki błogostanu. Błogo – że co?!


I kiedy słyszysz od jakiejś starej, moherowej (także w lato) torby, że przywileje dla kobiet w ciąży się skończyły. A Ty od kwadransa tkwisz w kolejce, by zarejestrować comiesięczny mocz. Nikt Cię nie widzi, nikt nie pamięta, nie kojarzy, że to nie były łatwe miesiące. Że albo Cię kłują we wszystkie widoczne żyły, albo któryś raz w miesiącu obsikujesz sobie ręce próbując wycelować do pojemnika na siuśki. Albo masz wizytę i gramolisz się na ten piękny, nowy, pomarańczowy fotel. Pół biedy, kiedy lekarz uczyni swoją powinność i zbada, a kontynuować rozmowę raczy przy biurku. Ale nie, tu wziernik i rączka, tu gadka szmatka. Ach jak miło, może frytki do tego?
Weź nie narzekaj, dobrze masz w tej ciąży, to taki idealny czas.


Przestań się nad sobą użalać i litować, do jasnej cholery! Nie masz siły? Plecy Ci odpadają? Stawy bolą? Gorąco? A może kurtka zimowa przestała Cię okrywać i boisz się, że wyrżniesz na lodzie przed szpitalem? No co Ty! Wrzuć na luz. Najlepsze dopiero przed Tobą. Zapowiada się prawdziwy maraton, z finalnie pozostawionym lejem po bombie w Twojej niewymownej. Serio serialnie. Zabierz swojego faceta do porodu. Dobrze Ci radzę. Niech popatrzy, jak się do tego przyczynił. Nieważne jak sympatycznie wtedy było, i nieważne że obydwoje tego chcieliście. Gdy będzie to zobaczy jak cierpisz, że boli, rwie, piecze, pali, w jednej chwili wszystko. Kobiety mające TO wydarzenie za sobą, porównują ból porodowy do łamania 27 kości (na raz!). Do przytrzaśnięcia ręki w drzwiach samochodu. Do kilkukrotnego walenia krzesłem pod głowie. Mogę tak jeszcze jakiś czas, ale przecież Ty też to wiesz. W końcu Jesteś Matka Rodząca Twardzielka, jak ja. Summa summarum i tak Twój facet wszystko to, czego doświadczysz porówna do sytuacji, gdy termometr pod jego pachą wskazuje nieco więcej niż 37 stopni.


Ja się tylko nieśmiało, kuźwa pytam, dlaczego to faceci nie zachodzą w ciążę?!

 

Na moje szczęście ogromną nagrodą po nieprzyjemnej ciąży są lajtowe porody. I tak, naprawdę, uwielbiam rodzić. Ale o tym opowiem Ci dopiero jutro. Wpadnij. 

IMG_7331p

3 comments

  1. Agnieszka says:

    Spłakałam się ze  śmiechu 😄.  Nadgarstki! !! To trzeba przeżyć.  Leżałam i śmiałam się w głos.  Andrzej patrzył na mnie  jak na nienormalną😄.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *