List do J.

 

W Święta dzieje się magia. To bez znaczenia, czy leje, czy siąpi. Nieważne, czy się chwilę wcześniej pokłócimy, czy za sobą mniej lub bardziej tęsknimy. To jest magia chwili. Pochłaniamy wtedy tryliardy posiłków, bo wszystko jest epicko dobre, bo wchodzi bardziej, bo w tym towarzystwie i z etykietą „święta” smakuje po prostu lepiej. Jesteśmy razem i tylko to się liczy. I mimo, że z przyjemnością oglądam zdjęcia tych, co świętują w kurortach, na wywczasach, z drinkiem nad basenem czy pałaszując obiad w pięknej restauracji,  to wiem, że to nie dla mnie. Nie umiałabym. Bo Święta to nasze wszystko. Nasze centrum miłości. Nasze – być razem. Tu czas się cofa. Jest dobrze, bo u Mamy. I nie udałoby się ich przenieść nigdzie i za żadne pieniądze. I nikt z nas nawet o tym nie pomyśli. Naprawdę, magia. Czytaj…

7 styczniowych inspiracji. Idzie wiosna. Choć zima trzyma.

  1.  Taki stół mi się marzy. Duży, ogromnie pojemy, ciężki. Punkt kulminacyjny całego domu. Kiedyś nam taki sprawię i będzie na niego czekało miejsce. Gdzieś. Kiedyś.
  2. W zeszłym tygodniu odkryłyśmy z Polą łyżwy. I na lodowisku można nas spotkać często. Co prawda na jakiekolwiek szaleństwa się nie odważę, ale swoim profesjonalizmem zaskakuje nas młoda pani instruktorka, która robi cuda. Dosłownie. I myślę, że ta zima nie jest może jednak taka zła… Może się jednak polubimy.
  3. Zima zimą, ale marzy mi się jednodniowy wypad na ciepłą plażę. Tylko nie tak, że podróż jeden dzień i powrót też, że umęczona jestem jak koń po żniwach. Nie, pstrykam palcem i jestem tam.. sączę drinki, albo piję mrożoną kawę, czytam Majewską-Brown i .. nie ma mnie dla nikogo.. W myślach jestem tu.
  4. Zaczytuję się ostatnio w Ninie. Zaczęłam czytam nie po kolei, nie wiedząc, że jakakolwiek kolejność jest. I wchodzi tak, że oderwać się nie mogę, noce zarywam. Porywa, oburza, wskrzesza, każe żyć tu. Polecam z serca całego.
  5. Czyż nie są boskie? Kurdelebele, no są!
  6. Od jakiegoś czasu poluję na te kwiaty. Nazwę obiegową mają może mało sympatyczną, nie zniechęca mnie to jednak. Wiem, że je w końcu znajdę.
  7. Uwielbiam takie niby niedbałe fryzury, które w rzeczywistości trzeba kiziać prostownicą z 20 minut. A może nie? Tak czy inaczej, wciąż nie potrafię. A chciałabym.